Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty
Rudowłosa – Opis


Tom pierwszy cyklu o Sabinie Kane.

Sabina nie pasuje do świata, w którym posiadanie mieszanej krwi jest poważnym grzechem. To, że jest zabójczynią – jedyna profesja odpowiednia dla wyrzutka – nie poprawia sytuacji. Ostatnie zadanie, które ma wykonać na rozkaz babki Lawinii, zagraża kruchemu pokojowi między wampirami i magami. Owładnięta wątpliwościami Sabina, próbując stwierdzić, po której jest stronie, z niespodziewaną pomocą kota-demona odkrywa splątaną sieć intryg, nieprzyjemne fakty dotyczące rodziny i… nowe umiejętności. Skutki mogą być fatalne






Moja recenzja


Główna bohaterka i jednocześnie narratorka, a także tytułowa postać książki Jaye Wells, to córka wampirzycy i maga, potomkini dwóch nienawidzących się ras. Konflikt trwający od stuleci między wampirami i nekromantami wywołany jest odmiennym zdaniem dotyczącym pochodzenia zarówno jednych, jak i drugich. Bowiem wampiry uważają, iż to oni są potomkami bogini Lilith, a czarodzieje to jedynie bękarty bogini Hekate. Magowie jednakże mają inny pogląd na tę sprawę. Spór pomiędzy obydwoma rasami przemienił się w trwającą kilka lat Wojnę Krwi, która zakończyła się podpisaniem pokojowego traktatu, nazwanego Centralnym Układem. Jedną z zasad owego traktatu było to, iż wampiry i magowie nie mogą się między sobą rozmnażać. Rodzice Sabiny jednak złamali ten punkt, a za ich przewinienie musi płacić córka.

Pół-wampirzyca i pół-nekromantka wykonuje jedyny zawód, jaki może posiadając mieszaną krew – jest zabójczynią. I to jedną z lepszych. Wykorzystywana przez swoją babcię Lawinie, dostaje zadanie, od którego zależy kruchy pokój między wampirami, a magami. Choć zadanie nie jest łatwe, Sabina podejmuje się go, chcąc sprawić, aby jej babcia była z niej w końcu dumna...

Książka Jaye Wells to powieść o zdradzie i kłamstwie, lecz przede wszystkim o kobiecie, która nigdy w życiu nie poznała, co to miłość ze strony rodziny. O kobiecie, która chcąc wywołać na twarzy babci, traktującej ją bardziej jak pracownicę nieźli wnuczkę, uśmiech i usłyszeć pochwałę albo przynajmniej jedno miłe słowo, wykonywała jej wszystkie polecenia. Dla babci zabiła swojego przyjaciela. Dla niej przeniknęła w szeregi wroga. A co dostała w zamian...?
Jednak mimo, zdawałoby się bardzo smutnej historii, między kartki „rudowłosej”wdarł się humor, a czytelnik natrafiając na te fragmenty będzie się szeroko uśmiechał. Jeśli chodzi o główną bohaterkę to pomimo swojej przeszłości jest kobietą silną i pewną siebie. Pozostali bohaterowie są wyraziści i nie mogę im nic zarzucić. Osobiście najbardziej polubiłam demona-kota, uzależnionego od telezakupów maniaka, który swoim zachowaniem niejednokrotnie wywołał uśmiech na mojej twarzy.

Polecam Wam tę książkę, bo uważam, iż wyróżnia się na tle innych wampirycznych powieści. Mi samej nie pozostaje nic innego, jak czekać tylko na kolejne części o Sabinie Kane.


***


Chciałabym bardzo, bardzo, bardzo podziękować za cudowny szablon, jaki zrobiła dla mnie M. =*
M., jesteś WIEEELKA
♥ 


Mam nadzieję, że Wam, tak jak mi, spodoba się nowa szata mojego bloga. :)
                            Ostatni rej "Fevre Dream" - opis

Wiosną 1857 roku stary i zgorzkniały właściciel parowca "Fevre Dream", kapitan Abner Marsh, zabiera w rejs po Missisipi nader dziwnego pasażera. Zagadkowy bogacz i arystokrata, Joshua York, swym wyglądem i zachowaniem wzbudza niewytłumaczalny niepokój. Posiłki spożywa tylko nocą, wyłącznie w towarzystwie przyjaciół, którzy nigdy nie pojawiają się na pokładzie za dnia. W czasie postojów wychodzą na jaw dziwne zbrodnie, a trop każdorazowo wiedzie do Joshuy Yorka. Abner powoli domyśla się, kim lub czym mogą być jego niezwykli pasażerowie...










Moja Recenzja

Na rynku Polskim coraz więcej pojawia się powieści o wampirach. Tych lepszych i tych, których niestety jest bardzo dużo, gorszych. Autorzy mają co rusz to nowe pomysły na przedstawianie wampirów, a także udoskonalają(lub sądzą, że udoskonalają) dotyczące ich stereotypy. 
Książka George'a R. R. Martina nie jest jednak nowością, bowiem napisana została w 1982 roku, czyli dużo wcześniej, aniżeli wychodzący teraz chłam, doczekała się teraz, zapewne z powodu panującej mody, wznowienia. I cieszę się bardzo, że wydawnictwo postanowiło odświeżyć tę książkę, bo zapewne gdyby nie to, nie miałabym okazji po nią sięgnąć. Na szczęście sięgnęłam i spędziłam przyjemne godziny zaczytując się w powieści o parostatkach, pływających na południu Stanów Zjednoczonych, ale przede wszystkim o marzeniach i pokonywaniu własnych słabości. 

Powieść ta, której głównym bohaterem nie jest piękny i młody, lecz najbrzydszy pływający na parowcach gruby i po czterdziestce mężczyzna, Abner Marsh, jest wyjątkowa. Zaczyna się dość zwyczajnie. Ot, stary kapitan Abner Marsh z podupadającą firmą przewozową dostaje ofertę nie do odrzucenia, od ekscentrycznego i dziwnego człowieka, Joshuy Yorka. Marshowi od razu York wydaje się osobą podejrzaną, ale co zrobić, kiedy jest się prawie bankrutem, posiadającym jedynie jeden parostatek? Nie można nie przyjąć oferty, jaką jest zbudowanie najwspanialszego i najszybszego parowca, jaki kiedykolwiek pływał po rzekach w zamian tylko za to, iż zgodzi się na drugiego kapitana owego statku i nie będzie wypytywać się o jego zwyczaje, a także podważać poleceń, przez niego wydawanych. Tak więc stary kapitan Abner, chcąc zrealizować swoje najskrytsze marzenia, zgadza się na ten, wydawałoby się, cudowny układ.
Sam wymyśla nazwę dla parowca i nadzoruję jego budowę, podczas gdy Joshua York jest jedynie fundatorem tak drogiego przedsięwzięcia.
Sprawy jednakże z biegiem czasu komplikują się i mimo zawartej wcześniej umowy, Marsh staje się coraz bardziej podejrzliwy, co do swojego współpracownika i zadaje pytania, na których się jednak nie kończy...

Zapewne niektórym osobom nie spodoba się powolna i miejscami nużąca narracja, a także długie opisy. Lecz w moim mniemaniu szybsze tępo popsułoby tę książkę, a krótkie opisy odebrałyby jej urok, czytając bowiem powieść Martina ma się wrażenie, jakby płynęło się statkiem i chce się płynąc jak najwolniej, aby móc chłonąć wszystko to, co mijamy. Pochłaniać każdy szczegół, smakować go. 
„Ostatni rejs Fevre Dream” spowodował, że straciłam poczucie czasu, lecz nie dłużyła mi się, a te prawie sześćset stron przeczytałam niemal jednym tchem. Po skończeniu, gdy już odłożyłam powieść na półkę, wciąż nie mogłam przestać o niej myśleć. O jej bohaterach, wspaniale przez autora wykreowanych. O jej odczuwalnym na każdej stronie klimacie, który sprawiał, że czułam dym parowców i widziałam je, a także słyszałam odgłos syren.
Nie, z pewnością długo jeszcze nie zapomnę „Ostatniego Rejsu”. Powiem więcej, z chęcią przeczytam go jeszcze raz.